niedziela, 15 stycznia 2012

Ju¿ od dawna wszyscy przygotowywali mnie na ca³e z³o "Bitwy...", a nikt nigdy wspomnia³, ile w filmie tym drzemie dobra.

Po pierwsze nie mo¿emy siê z £ukim nadziwiæ, ¿e nie ma jeszcze powa¿nej analizy dzie³a Hoffmana jako odwa¿nego obrazu pog³êbiaj±cej siê schizofrenii Pi³sudskiego (manifestuj±cej siê w rozmowach ze swoim wyimaginowanym przyjacielem granym przez Lindê). No bo halo, naprawdê? Postaæ Lindy nie ma ¿adnej funkcji i (poza pierwszymi 15 minutami filmu, ale o tym za chwilê) nikt oprócz Pi³sudskiego z nim nie rozmawia i, zdaje siê, w ogóle go nie dostrzega. Z kolei jak ju¿ Pi³sudski rozmawia z tym swoim wyimaginowanym Wieniaw±-D³ugoszowskim, to albo Wieniawa s³odzi Pi³sudskiemu tak z serii "tak, tak, bardzo ³adnie, bardzo ³adnie, grzeczny ch³opiec" albo wyg³asza futurystyczne wstawki typu "ludzie i tak nie uwierz±, ¿e to nasze zwyciêstwo, pewnie przypisz± to cudowi, hahaha!" Hoffciu, powa¿nie? Przecie¿ ta scena musia³a zrodziæ siê w chorej g³owie Pi³sss...
Oh, wait.

Ale wracaj±c do Lindy. Zwrócili¶cie uwagê, jak on strasznie nie pasuje do tych pocz±tkowych kilkunastu minut zanim Szyc pójdzie do wojska? Pijacka przeja¿d¿ka po mie¶cie z pokrzykiwaniem o rozdziewiczaniu m³odych dam, a w¶ród pijaków: trze¼wy Wieniawa-D³ugoszowski. Kabaret prowadzony przez sadystyczn± burdel mamê morduj±c± niesubordynowanych klientów... a w pierwszym rzêdzie kabaretu: Wieniawa-D³ugoszowski. Go³ym okiem widaæ, ¿e zamierzeniem scenarzystów by³o pokazanie nam, ¿e Wieniawy tak naprawdê wcale tam nie ma. To tylko my¶li Pi³sudskiego czuwaj± nad g³ównymi bohaterami i ich chroni± (np. scena z rozlan± wódk±), bo Pi³sudski wie, ¿e oni ju¿ nied³ugo siê ogarn±, wydoro¶lej± i pójd± walczyæ za ojczyznê.

 

 

Nie ma za co. (W sensie: you're welcome, nie ¿e nie ma za co walczyæ).

 

 

Opcjonalnie:

£uki twierdzi, ¿e "Bitwa..." jest dramatem analizuj±cym niemo¿no¶æ komunikacji miêdzyludzkiej, co widaæ np. w nastêpuj±cym dialogu (przytaczam z pamiêci): Ale wrócisz do mnie? - Wrócê. - Na pewno do mnie wrócisz? - Wrócê. Na pewno. - Obiecaj! - Obiecujê. - Ale przyrzeknij. - [krêpuj±ca cisza, typowa dla dialogów "Bitwy..."] - Przyrzeknij! - Przyrzekam ci, ¿e na pewno do ciebie wrócê.

Ja z kolei twierdzê, ¿e "Bitwa..." jest polskim suplementem do genialnego wêgierskiego filmu "Gwiazdy na czapkach", który poprzez zatarcie widzowi mo¿liwo¶ci ocenienia, kto w³a¶ciwie w tym momencie na ekranie walczy z kim, pokazuje bezsens wojny i przemocy.

pi±tek, 06 stycznia 2012

Od dawna nie robi³am noworocznego postanowienia, ale w tym roku mam pomys³:

bêdê bardziej  glamour!

Na razie idzie mi tak sobie, bo wczoraj przez jakie¶ 10 minut nie mog³am znale¼æ nic fajnego do ubrania, wiêc koniec koñców posz³am na dwa spotkania towarzyskie w pi¿amie (i spodniach, na boga, i spodniach).
(Wszystkich, którzy wyobrazili mnie sobie bardzo hipstersko, muszê rozczarowaæ: ¶piê po prostu w podkoszulku z Buffy).

Rok 2012 - w przeciwieñstwie do mnie - ¶wietnie sobie radzi z glamourem.
Z Sylwestra, który ocieka³ zajebisto¶ci± (retroaktywnie stwierdzam, ¿e nawet g³upie akcje mia³y cudne smaczki), wynios³am kilkoro nowych znajomych.
Od razu pierwszego stycznia nadrobi³am stare zaniedbywane znajomo¶ci (lowe, Elu!) i zaliczy³am kinowo nowego Sherlocka (a zaraz po nim, ju¿ domowo i na odtrutkê, wci±gnê³am Mission Impossible 2 i 3). Dzi¶ nadrobi³am MI 4, przy okazji witaj±c Kruszynkê w Wawie (yay!).
A gdzie¶ pomiêdzy tym mój wspól-lo i ja poznali¶my naszego nowego mistrza gry, który namawia nas na Fading Suns (muszê trochê popracowaæ nad definicj± tego, co uwa¿am za glamour, WIEM).

 

PS:
Chcia³abym naszkicowaæ obrazek, który przytulam do serca od Sylwestra. Ko³o 21:00 jeszcze ca³kiem przyzwoicie trze¼wa Aga zrobi³a sobie biustonosz z dwóch sto¿kowatych czapeczek imprezowych. W ich czubki wetknê³a zimne ognie.

W tym samym momencie zadzwoni³ domofon, wypchnêli¶my wiêc nasz± Lady G-Agê na klatkê schodow±, ¿eby przywita³a go¶ci.

Na imprezê zaproszonych by³o jakie¶ 25 osób, z czego piêciu Aga nie zna³a. (Jako i oni nie znali praktycznie nikogo, nawet gospodarzy). Ich miny oraz miny s±siadów z góry, którzy akurat szli na swojego Sylwestra - bezcenne.

sobota, 24 grudnia 2011

Przez te wszystkie litery alfabetu zapomnia³am napisaæ o tym, co wczoraj rano zrobi³ mój radosny kot.

Ku zgrozie i rozpaczy Iwa i Drewniaka (nie pytajcie) ¶piê na pod³odze. Tzn na materacu, ale bez mojego skrzypi±cego ikeowskiego ³ó¿ka. Dziêki temu mam zawsze pod rêk± kota (i klapki, je¿eli chcia³abym w tego kota rzucaæ) i stoj±c± obok na pod³odze szklankê wody.

A wiêc wczoraj rano ¶pi±cy obok mnie Fio jako¶ tak niefortunnie w³o¿y³ ogon do wy¿ej wspomnianej szklanki. Po czym natychmiast odwróci³ siê, ¿eby sprawdziæ, co te¿ sta³o siê tam, z tej dupy strony.

Dziêki temu pierwsze co poczu³am rano, to - kap, kap, kap - jaka¶ ciecz na mojej twarzy.

Pierwsze, co zobaczy³am po otworzeniu oczu to odbyt w³asnego kota.

 

 

Nie jest to tak dobra historia, jak ta o Heli sikaj±cej Kazi na plecy (Hela to córka, nie kot), ale tak dobrych historii, trzeba przyznaæ, nie jest wiele (link).

Weso³ych ¦wi±t.

13:56, askakoll , Fio
Link Komentarze (1) »
pi±tek, 23 grudnia 2011

¯eby zrobiæ ten wpis jeszcze bardziej niezrozumia³ym dla Was ni¿ jest on dla mnie, nazwijmy mnie na chwilê "Osob± D" (pasuje prawda?).

No wiêc niedawno Osoba D w poufnej konwersacji dowiedzia³a siê od Osoby C, ¿e w totalnej tajemnicy Osoba B mówi, ¿e Osoba A k³apie dziobem brzydkie rzeczy o Osobie D.

(Mam tê ³atwo¶æ prowadzenia narracji, co nie?).

Naturaln± reakcj± Osoby D jest i¶æ do Osoby A i wyja¶niæ sytuacjê, jako ¿e Osoba D ma w±tpliwo¶ci co do tego, ¿eby Osoba A chcia³a jej zrobiæ przykro¶æ. Niestety uderzenie do Osoby A oznacza, ¿e ta uderzy Osobê B, a ta uderzy w Osobê C, a ta wpierdoli Joasi za wyjawienie sekretów poufnej konwersacji.

A tego Osoba D by nie chcia³a.
I co teraz, Filipinko?

 

Uwa¿am, ¿e to wszystko wina moich rodziców. Gdyby, jak panbuk przykaza³, pos³ali mnie te dwadzie¶cia-parê lat temu do przedszkola, wiedzia³abym teraz, jak sobie radziæ w takich sytuacjach.

poniedzia³ek, 12 grudnia 2011

Przedwczoraj jeden z moich t³umaczy wychlasta³ mnie po twarzy. Ale zrobi³ to stosunkowo ma³o agresywnie i praktycznie w tañcu i generalnie z mi³o¶ci±.
Tym piêknym akcentem zakoñczy³am pracê na ten rok.

Teraz tylko odchorujê ostatnie dwa miesi±ce pracy-bez-dnia przerwy.
Nie mia³am wolnego nawet wtedy, kiedy zrobi³am ten dziki nieca³o-dobowy wypad do Krakowa, ¿eby po¿egnaæ siê z moj± by³± wspó³-lo, która, wbrew jakiemukolwiek zdrowemu rozs±dkowi, postanowi³a wyjechaæ z Polski, pojechaæ do Meksyku, a potem docelowo na sta³e do Stanów, ¿eby tam wyj¶æ za m±¿ za tego kolesia, co go POZNA£A PRZEZ FEJSBUKA. Zgroza i potêpienie, zgroza i potêpienie.

(Tu nast±pi dziwna laurka). Przyja¼niê siê z t± meksykañsk± pizd± od jakich¶ 100 lat i to tak± przyja¼ni± zaskakuj±co niezmienn±. Tzn tak samo dobrze bawi³am siê z ni± w latach 90tych, kiedy siedzia³am u niej w pokoju na pod³odze, czytaj±c na g³osy Powrót pos³a (nienawidzê ciê, Niemcewiczu) i czekaj±c, a¿ 7-letni brat Giwaldy poda nam herbatê, jak i dwa tygodnie temu, siedz±c u niej na pod³odze, tym razem bez Niemcewicza, i czekaj±c, a¿ - ten sam - 21-letni brat poda nam wino.

Mia³y¶my ju¿ okresy, kiedy widywa³y¶my siê rzadko (czyt: raz na trzy miesi±ce). Ale ta zmiana kontynentu, to jednak trochê przesada, co nie?

poniedzia³ek, 21 listopada 2011

(a byæ mo¿e zauwa¿yli¶cie, ¿e od dobrych kilku lat nie jaram siê festiwalami). Pracowa³am nie wiêcej ni¿ 12 godzin dziennie i by³a to praca ³atwa i niestresuj±ca. A filmy zaskakuj±co dobre.

O pierwszym wypadzie do klubu festiwalowego pisa³am ju¿ wcze¶niej - by³o piêknie, acz ¿a³ujê, ¿e nie zd±¿yli¶my te¿ dopa¶æ scenarzysty trzeciej czê¶ci Koszmaru z ulicy Wi±zów.

Dzieñ pó¼niej zrobili¶my geekowski nalot na Sarê Hagan, jedn± z drugoplanowych aktorek siódmej serii Buffy. Posiedzieli¶my z ni± chwilê, pospijali¶my jej s³owa z ust, poopowiadali¶my jej, jak kochamy Buffy (choæ oczywi¶cie nie mamy te¿ nic przeciwko temu piêknemu filmowi niezale¿nemu, z którym przyjecha³a na festiwal). Znowu by³o piêknie. A co gorsza - bêd± z tego zdjêcia.

I najwyra¼niej nawet za bardzo nie straumatyzowali¶my Sary, bo ponoæ parê dni pó¼niej zaczepi³a Agentkê na ulicy i zapyta³a, gdzie¿e¶my siê pochowali, ¿e nie ma nas z klubie.

 

Tego samego dnia poznajemy te¿ jednego z m³odych re¿yserów (dla uznania jego talentów tanecznych nazwijmy go tu ¦wiêtym Witem). ¦wiêty jest strasznie rozgoryczony i z³otdefakowany, bo uczepi³a siê go jaka¶ dziewczyna, która przez kilkana¶cie minut t³umaczy³a mu, ¿e "Jeff's movie was better". Spokojne-roz¿alenie ¦wiêtego Wita jest na tyle rozkoszne, ¿e mityczny i chyba nieistniej±cy Jeff obrasta legend± (w¶ród re¿yserów filmów fabularnych na AFF nie ma ¿adnego Jeffa).

Nastêpnego dnia na ulicy wpadam na re¿ysera imieniem Jeff (no, prawie Jeff). Pytam, czy wie, ¿e obrós³ legend±, okazuje siê, ¿e tak, JU¯ WIE. Na dodatek okazuje siê, ¿e tak, his movie was WAY better. (Generalnie jestem strasznie rozczarowana, ¿e Magiczna Dolina nie wygra³a w konkursie). 10 minut pó¼niej wpadam na ¦wiêtego Wita. Opieram sie pokusie powiedzenia mu, ¿e film Jeffa by³ lepszy, za to dowiadujê siê, ¿e dziewczyna, która mu dzieñ wcze¶niej nawtyka³a, pracuje dla festiwalu. ¦wiêty szuka pocieszenia u Yssy, która, pe³na dobrych intencji, jeszcze bardziej go traumatyzuje. (Na szczê¶cie ¦wiêty jest artyst±, wiêc umie przekuwaæ swoje klêski w narracjê - nastêpnego dnia, na spotkaniu przed filmem, snuje anegdoty o fenomenalnej szczero¶ci polskich widzów).

 

Dobra, reszta kiedy indziej, bo mi siê ju¿ znudzi³o pisanie, a Wam czytanie.

czwartek, 17 listopada 2011

by³ uroczy i bardzo dobrze przygotowany do tej rozmowy.

Tzn dopadli¶my go w dwójkê z ch³opakiem, który te¿ pisa³ o Toddzie Solondzu. Oczywi¶cie zachowywali¶my siê jak g³upie szczeniaki i nie mieli¶my nic do powiedzenia, wiêc to Solondz musia³ poprowadziæ z nami konwersacjê, zapytaæ co u nas, co robimy, co ogl±damy i kim¿ tak w ogóle jeste¶my.

By³o piêknie.
Kocham ¿ycie.
Idê spaæ.
wtorek, 08 listopada 2011

Jestem teraz w tym magicznym momencie, kiedy ju¿ nie piszê z wychodz±c±-na-przód-rado¶ci±, jak fajnie jest w Warszawie, tylko z nostalgi±, jak fajnie jest w Krakowie.

Musia³am tê nostalgiê przetrawiæ, wiêc dopiero teraz podsumowujê weekend-sprzed-tygodnia.

Co smutne: moje krakowskie mieszkanie dalej ma siê zajebi¶cie beze mnie. Obfotografowa³am je i ka¿dy, kto widzi te zdjêcia, przyznaje, ¿e DOBRZE, ¯E WYJECHA£AM. Có¿, te¿ Was wszystkich kocham.


Uda³o mi siê spêdziæ trochê czasu z Babci± Staruszk±, Seniork± Rodu. Gdzie¶ przy okazji sypnê³am siê Babci Staruszce, ¿e ja tak na prawdê, to przyje¿d¿am do Krakowa graæ ze znajomymi w pokera. Babcia zapyta³a, czy na pieni±dze, oburzy³a siê okropnie i powiedzia³a, ¿e to naprawdê ¼le, bo w Czasie Wojny Jej Starszy Brat...

...W Czasie Wojny Jej Starszy Brat utrzymywa³ rodzinê z gry w oczko.
Kobiety w mojej rodzinie nie maj± talentu do opowiadania moralizatorskich historii.


Ale szczytem dobra i piêkna w tamten weekend by³a impreza Halloweenowa, któr± spêdzi³am w¶ród teoretyków kultury, filmoznawców i innych takich w ten deseñ. Gdyby ta impreza mia³a miejsce 60 lat temu, moja Babcia Staruszka mówi³aby mi teraz, jak to nie powinno siê spijaæ pana domu o godzinie 18:30, oraz ¿e naprawdê nie nale¿y nawi±zywaæ kontaktów z elit± m³odej krytyki filmowej mówi±c "Ok, to ja ju¿ nie uwa¿am ciê za pretensjonalnego dupka".
(Teraz elita chichocze za ka¿dym razem, kiedy na mnie spojrzy).
sobota, 22 pa¼dziernika 2011

Ta pralka naprawdê ¼le na mnie dzia³a.
Umy³am dzi¶ ³azienkê, po czym zapyta³am mojego wspó³-lo, czy chce zupê (zupa w kartonie + jajko + kie³basa = ma siê te umiejêtno¶ci).

Wspó³-lo pop³aka³ siê ze ¶miechu i uciek³ krzycz±c: "kim jeste¶ i co zrobi³a¶ z moj± wspó³lokatork±?"

Tak.
Chyba ju¿ czas zamkn±æ kramik z domow± kobieco¶ci±.
pi±tek, 21 pa¼dziernika 2011

Wczoraj zrobi³am 55 kg zakupów spo¿ywczych, a dzisiaj w koñcu panowie przywie¼li mi pralkê i w³a¶nie robiê moje pierwsze warszawskie pranie (czytelników zaniepokojonych domniemanym smrodem informujê, ¿e wcze¶niej pra³am siê u mojego landlorda).

Niestety do mojej (u¿ywanej) pralki nie dosta³am instrukcji obs³ugi, wiêc nie jestem pewna, czy dobrze zrobi³am wybieraj±c program "kobieta z dziur± w ³onie oraz niezadowolony kosmita bez oczu", czy raczej powinnam by³a wybraæ "dziecko z Eraserheada".



A dzi¶ idê w koñcu na Drive'a (g³ównie dlatego, ¿e nikt nie chce ze mn± i¶æ na Bitwê Warszawsk±). Trzymajcie kciuki, bo bardzo siê  bojê straszliwego rozczaru.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 201
| < Styczeñ 2012 > |
Pn Wt ¦r Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31