poniedzia³ek, 16 listopada 2009
Robiê napisy do tego: Klêska najdro¿szego nakrêconego w niezale¿nej Ukrainie filmu sta³a siê jednym z najwiêkszych wstrz±sów kulturalnych ostatniej dekady i spowodowa³a szeroki wachlarz reakcji: od zaprzeczania rzeczywisto¶ci („nie by³o ¿adnej klêski”) do zaprzeczania istnienia ukraiñskiego kina („nie ma i nie by³o”). Film ten sta³ siê jednym z argumentów przeciwko narodowej kinematografii, której stopieñ rozpadu osi±gn±³ teraz najwy¿szy poziom (...) Jest to taka kupa, ¿e nie umiem oceniæ, czy wszystko z tym w porz±dku, czy te¿ dosta³am wersjê z dogranym komentarzem re¿yserskim. A komentarz (b±d¼ te¿ integralna czê¶æ filmu?) brzmi na przyk³ad tak: Po tym jak minister kultury z moskiewskiego Kremla ob³o¿y³ film anatem±, mnie, autora, putinowska pi±ta kolumna w Ukrainie obla³a smo³±, obsypa³a pierzem i przeprowadzi³a przed szeregiem imperatorskich kijów. Za niew³a¶ciwe traktowanie cara-tyrana zboczeñca, za pokazanie rzeki krwi po baturyñskiej rze¼ni, za okrutny obraz po³tawskiej pijackiej uczty. Ogólnie, rzekomo za przekrêcenie historii pisanej przez moskiewskich uczonych-lokajów i lokajów-nieuków w Ukrainie. W ci±gu pierwszych piêciu minut rosyjski car zgwa³ci³ ¿o³nierza wyobra¿aj±c przy tym sobie, ¿e gwa³ci martwego ukraiñskiego przywódcê. Potem rozwali³ trumnê tego martwego, a martwy wyszed³ ¿ywy i zacz±³ dusiæ cara. Wszystko to nagrane cyfrow± kamer± tak rozdygotan±, ¿e czasem ciê¿ko stwierdziæ, gdzie góra, a gdzie dó³. Przede mn± jeszcze 2,5 godziny tego niedocenianego arcydzie³a.
pi±tek, 13 listopada 2009
Z frontu magisterkowego - czekam, ¿eby mój domniemany recenzent zgodzi³ siê byæ moim recenzentem. Choæ trochê straszno i wieje wiatrem grozy, bo mój domniemany recenzent nie nale¿y do naj³agodniejszych wyk³adowców ¶wiata. Z frontu czystego szaleñstwa - rozsmakowa³am siê w mistrzach i idê jutro (13 w pi±tek - jestem dobrej my¶li) na wyk³ad Andrzeja Wajdy. Uprzedzaj±c pytania - nie, to nie ze szko³y scenariuszowej; idê dla przyjemno¶ci.
wtorek, 10 listopada 2009
Od jakich¶ piêciu dni nie mia³am czasu obejrzeæ ni odcinka Buffy the Vampire Slayer. Nie mam jeszcze jakich¶ strasznych objawów odstawienia, ale czekam na nie lada dzieñ (spodziewam siê miêdzy innymi, ¿e w koñcu dostanê w ³eb od Drewniaka; nie pytajcie). Niestety nie zanosi siê, ¿ebym szybko wygospodarowa³a choæ 45 minut na jedno spotkanie z Buffy: równocze¶nie nanoszê ostatnie warstwy pudru na magisterkê i na Ten Tekst Co To Ma Byæ Wydany Drukiem oraz przygotowujê siê do nastêpnych lekcji wêgierskiego jak na ma³± wojnê. * * *
Po dobrym wstêpie wypada³oby jako¶ podsumowaæ szko³ê scenariuszow±. Uwa¿am, ¿e szko³a jest IDEALNA. Elementy profesjonalizmu splataj± siê w niej ze skrajn± ¿enad± niczym kosmiczne jin i jang, a ja w równej mierze jaram siê i jednym, i drugim. Bêdzie cudownie, zobaczycie.
pi±tek, 06 listopada 2009
...roztrzaskaæ j± na kawa³ki i wbiæ sobie w oko. Pierwszy Wyk³ad Mistrzowski na moim kursie scenariuszowym prowadzi³ Zbigniew Rybczyñski. Zbigniew Rybczyñski, okazuje siê, zrobi³ w ¿yciu WSZYSTKO. Na 20 lat przed Georgem Lucasem u¿ywa³ techniki High Definition; udoskonali³ i dalej udoskonala green screeny; przy pomocy prostych obliczeñ matematycznych rozpracowa³ technikê Paganiniego [albo innego kompozytora - mo¿liwe, ¿e na chwilê odp³ynê³am], w ka¿dym razie da siê tê muzykê zapisaæ jako kod, który po chwili siê powtarza; a jedno takie ujêcie, to zrobi³ takie, ¿e zainteresowa³o siê nim siedmiu najinteligentniejszych fizyków ¶wiata - fizycy zaprosili Rybczyñskiego na pogawêdkê, w czasie której i oni go wypytywali, i on ich. Dziêki temu dowiedzia³ siê, ¿e fizycy teraz pracuj± nad udowodnieniem, ¿e kwarki [znowu - mo¿liwe, ¿e jakie¶ inne cz±stki elementarne] komunikuj± siê ze sob±. Stopieñ radosnej ¿enady zwiêkszy³ jeszcze fakt, ¿e Rybczyñski do mikrofonu zapyta³, co to w ogóle za szko³a jest, dla której w³a¶nie mówi. A, scenariuszowa... no to on nie zna siê na scenariuszach. Wyszli¶my w czasie krótkiej przerwy technicznej. I mówi±c "my" mam na my¶li ponad po³owê sali. Kolejny Wyk³ad Mistrzowski ju¿ w niedzielê. Jak ju¿ pisa³am, temi rêcami podzieli³am grupê z wêgierskiego na dwie. Pos³u¿y³am siê przy tym prostym kluczem: wcze¶niej przychodz± ci, którzy mog± wcze¶niej, pó¼niej przychodz± ci, którzy mog± pó¼niej. Wêgierski nie jest zabawny, je¿eli jest siê jedyn± osob± w grupie tych, którzy mog± przyj¶æ pó¼niej, która nigdy nie mia³a styczno¶ci z jêzykiem. Ostatni raz tak siê czu³am w czwartej klasie liceum, kiedy nie by³o mnie przez jaki¶ tydzieñ, a kiedy wróci³am, okaza³o siê, ¿e wszyscy naoko³o wiedz± o co chodzi z tymi wyznacznikami macierzy kwadratowej. Dzi¶, pe³na nowej energii i szklanek w po³owie pe³nych, idê na pierwsze zajêcia Scenariuszy. I sprawdzi³am w³asnymi oczami - droga do sekretariatu naprawdê prowadzi przez szpital, w którym by³ zamkniêty Hannibal Lecter: ![]() (Widzicie tê wnêkê po lewej? W ¶rodku wygl±da tak).
czwartek, 05 listopada 2009
Okej, proszê Pañstwa - w³a¶nie wydrukowa³am ostatnie 15 stron mojej magisterki. Jadê to oddaæ promotorce, a ca³y autobus bêdzie ¶piewa³ ze mn±, kwiaty bêd± mi rodziæ siê pod stopami, s³oñce bêdzie mi posy³aæ buziaczki i posypywaæ mnie konfetti, a kolory têczy bêd± wystrzeliwaæ z ty³ków przebiegaj±cych jednoro¿ców. ![]() EDIT: Jako ¿e zwrócono mi uwagê, ¿e mój jednoro¿ec wystrzeliwuje serduszka, a nie têczê, poprawiam siê i uzupe³niam: ![]()
¶roda, 04 listopada 2009
Pierwsza lekcja wêgierskiego jako tako. Grupa by³a du¿o za du¿a (ze 14 osób), wiêc ca³e 1,5 godziny spêdzili¶my na tym, ¿eby ka¿dy z osobna nauczy³ siê Wymawiaæ. Ergo: nie umiem jeszcze nawet powiedzieæ, ¿e nazywam siê Joasia i jestem fajna. No ale ju¿, temi rêcami, popchnê³am grupê do podjêcia decyzji o podziale na dwie. Nauczycielka nie mia³a miny szczê¶liwego misia, no ale duh.
wtorek, 03 listopada 2009
Od zmiany czasu jem regularnie, ¶piê po 8 godzin dziennie (ok, zazwyczaj pomiêdzy 2:30 a 10:30, ale 8 godzin) i w ogóle czujê siê ¿ywa. Idê w³a¶nie na mój pierwszy wêgierski, zobaczymy, jak± fopê uda mi siê tam pope³niæ na wstêpie (Szko³ê scenariuszow± mam ju¿ pod tym wzglêdem zaliczon±. Napisa³am strasznego ±-ê, bu³kê przez bibu³kê, maila do sekretarki szko³y, nie zwróciwszy uwagi, ¿e to moja kole¿anka z roku - a by³a podpisana jak byk**). ____ ** by³a podpisana wo³ami?
niedziela, 01 listopada 2009
czwartek, 29 pa¼dziernika 2009
Z³o¿y³am dzi¶ papiery do szko³y scenariuszowej. Na roczny kurs, scenariusz filmu fabularnego. Ju¿ wiem, ¿e siê dosta³am, bo g³ównym kryterium przyjêæ jest zap³acenie czesnego. Znaczy jeszcze nie zap³aci³am, a jak zap³acê, to bêdê przez nastêpny miesi±c je¶æ tekturê (w tym celu kupi³am sobie dzi¶ 4 ksi±¿ki w taniej ksi±¿ce na Grodzkiej, polecam), no ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, ¿e wymieni³am kilka zdañ z ch³opakiem przyjmuj±cym zg³oszenia i jak powiedzia³am, ¿e koñczê magisterkê o Solondzu, to jemu siê wyrwa³o, ¿e tak, on mnie zna. Znaczy nie zna, ale czyta³ mój tekst, z tej ksi±¿ki, która jeszcze nie jest wydana. I tu proszê o chwilê g³êbokiej zadumy nad ¿yciem: MOJA S£AWA MNIE WYPRZEDZA, BUHAHAHA! ¯ycie jest takie piêkne. Na marginesie muszê napisaæ, ¿e papiery sk³ada³o siê w klubie Pod Jaszczurami (bo, podobno, droga do sekretariatu prowadzi przez poddasza, powy³amywane schody, terraria i to wiêzienie, w którym siedzia³ Hannibal Lecter). Trochê siê wiêc martwiê, gdzie bêd± siê odbywa³y zajêcia. |
Zak³adki:
Blogi
Daily comics
Pomocnicy
Ró¿ne
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||